piątek, 25 lipca 2014

Prolog

- Wyprowadzasz się! - oznajmił ojciec kiedy usiadłam na hokerze. 
- No na pewno - zaśmiałam się.
- To nie są żarty młoda damo.
- Mamo? - spojrzałam na jej bladą twarz.
- Skończyłaś już 19 lat. Najwyższy czas się usamodzielnić, nie uważasz? 
- Nie.
- Tak myślałem. Kupiliśmy Ci z matką mieszkanie w San Francisco. Dopóki nie znajdziesz stałej pracy będziemy Cię wspierać finansowo. Jutro rano masz samolot. - otworzyłam usta żeby coś powiedzieć co zauważył mój ojciec - Bez dyskusji!
Poddałam się. Pozwoliłam im się wyrzucić z domu ale cóż mogłam zrobić. 
Następnego dnia rano odwieźli mnie na lotnisko.
- Trzymaj się kochanie - matka trzymała mnie w objęciach już od jakiegoś czasu.
- Mamo, wystarczy - zaczęłam się śmiać.
- Mam nadzieję, że nie nienawidzisz nas za to, co? - w odpowiedzi tylko się uśmiechnęłam a ojciec mi zawtórował.
- Mimo, że prawie siłą wyrzuciliście mnie z domu to i tak was kocham.
Ostatni raz się przytuliliśmy. Słysząc głos babki oznajmiającej, że samolot do San Francisco odlatuje za 20 min ruszyłam do odprawy.
Odwróciłam się jeszcze na chwilkę by pomachać rodzicom.
Stali tam wpatrując się 
 jak ich jedyna córka wyprowadza się do innego stanu.
Matka ocierała łzy a ojciec pocieszająco głaskał jej ramie.
Pokazali mi kciuki w górę, na co odpowiedziałam tym samym.